piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 1, cz.2

        Pochylona wciąż wpatruję się w martwe dziecko. Teraz, gdy udało mi się uspokoić dostrzegam więcej szczegółów:rude włosy, gęste rzęsy, zaciśniętą piąstkę. Zauważam, że wystaje z niej nóżka małego misia. Jestem niebezpiecznie bliska rozpłakaniu się. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Unikałam nawet filmów, w których były jakiekolwiek sceny bitew czy strzelanin.
        Nie boję się. Nie mogę się bać. Nigdy niczego się nie bałam, czemu więc teraz ma być inaczej? Jest wiele możliwości, powodów, wytłumaczeń... Nie mogę obstawiać zawsze najgorszego scenariusza.

        Zostawiam za sobą straszny obraz i ruszam w kierunku głosów. Przy okazji rozglądam się w okolicy. Nie kojarzę tego miasteczka. Stare gmachy i kamienice nie wyglądają przyjaźnie. Rzeźbione, marmurowe lwy uważnie się mi przypatrują. Przechodzi mnie dreszcz.. Ich spojrzenia przeszywają mnie na wskroś, czuję się nieswojo. Świetnie, obawiam się nawet starych rzeźb. Ja również się im przypatruję. Na co liczę? Że zmieszane odwrócą wzrok?
        Dopiero kolejny krzyk przypomina mi, co mam zrobić, choć właściwie nie zapomniałam o tym, chyba tylko udawałam. Chciałam zapomnieć.
        Jeszcze nigdy nie byłam tak przerażona. Boże, pewnie czai się tam jakiś gwałciciel. Albo morderca. A może coś jeszcze gorszego?
        Wychodzę na miejsce wydarzeń i szybko biegnę z powrotem, gdy słyszę huk strzałów. Za późno. Czuję przeszywający ból. Wciągam ze świstem powietrze i próbuję się nie rozpłakać. Nie spoglądam na moją nogę, wolę nie widzieć tego, co się z nią stało.
        Oddycham głęboko. Próbuję przypomnieć sobie, co powinnam zrobić w takim przypadku. Na próżno, mam pustkę w głowie. Potrafię myśleć tylko o jednym.
        Gdy słyszę uderzenia stóp o asfalt, stóp, które powoli się do mnie zbliżają, podrywam się z miejsca. Jęczę cicho. Jeszcze nigdy nie doświadczyłam bólu takiego rodzaju, po raz pierwszy jestem postrzelona. To dziwne uczucie, jednak w swoim życiu doświadczyłam już gorszych. Nic mi nie będzie. Jeśli oczywiście osoba, która mi to zrobiła, nie przyjdzie tu znów.
        Obok mnie ktoś przebiega. Przylegam plecami do chłodnej powierzchni metalu. Odliczam powoli sekundy. Ciekawe, po co? Chcę później wiedzieć, ile czasu pozostawało mi w tym momencie do śmierci? Jeśli później coś jest.
        Zamykam oczy.
        Raz. Dwa. Trzy.
        Nagle słyszę dziwny dźwięk, jakby coś upadło i potoczyło się dalej. Po chwili dostrzegam jego źródło. Pod ciężarówką leży zwykły pistolet. Przez chwilę rozmyślam, jak go spod niej wyciągnąć. Przynajmniej będę miała czym się obronić, a chyba nietrudno się nim posługiwać. Moja wiedza o jakiejkolwiek broni jest bardzo mała. Szkoda, że nigdy się tym nie interesowałam. Postanawiam jednak zrobić coś innego.
        Znów wychodzę na miejsce, z którego dobiegały głosy. Teraz nie słychać tu nic. Cisza.
        Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.
        Więcej.
        Wiele martwych ciał.
        Śmierć.
        Teraz wypędzam cały strach, który zebrał się we mnie podczas tego dnia. Do niczego mi się nie przyda, wywoła tylko kłopoty, których więcej z całą pewnością nie potrzebuję.
         Zewsząd otacza mnie cisza, słychać tylko mój cichy oddech. Tylko mój.
        Ciemne stróżki spływają po nierównym podłożu, tworząc różnorakie kształty. Kwiat. Już dawno nie widziałam tak pięknej rośliny. Nietypowy widok.
        Podskakuję, gdy słyszę czyjeś kroki. To koniec. Koniec.
- Cholera, znowu - szepcze ktoś.
- Co tu się stało? - mówi, tym razem głośniej.
      Odwracam się. Moim oczom ukazuje się wysoki chłopak, zresztą przy moich marnych stu sześćdziesięciu centymetrach każdy taki mi się wydaje. Wygląda na mniej więcej dwadzieścia lat. Ma czarne, splątane włosy i oczy tego samego koloru. Wygięte w łuk brwi pokazują, że najwyraźniej jest zdziwiony. Skąd więc jego słowa?
      Nie wygląda groźnie. 'Nie przypominasz sobie? Czarne oczy mają też demony...' - piszczy cichutki głosik w mojej głowie. Może w innej sytuacji zaśmiałabym się, ale teraz własne słabe przerażenie wcale mnie nie bawi.
- Nie wiem - szepczę drżącym głosem. Szybko jednak nadaję mu normalny ton.
- A widziałaś może, gdzie ja... byłem? - pyta, a ja nawet nie muszę dłużej wsłuchiwać się w jego głos, by wyczuć w nim nadzieję.
- Ten wariat coś ci zrobił i... i chyba straciłeś przytomność - Kłamstwa wydobywają się ze mnie błyskawicznie, nie mam żadnej kontroli nad wypowiadanymi przez siebie słowami.
        Nie wiem, co się z nim działo.
- Faktycznie, chyba tak było - mówi z wyraźną ulgą. - Nie pamiętam wcale, co się dziś wydarzyło.
      W oddali słychać już odgłosy policyjnych syren. Najwyraźniej wreszcie kogoś zaalarmowały wydarzenia na placu. Szkoda, że stało się to tak późno.
        Biorę głęboki oddech i uśmiecham się. Twarz jednej osoby z nielicznej grupki przetrwałych, rozjaśnia uśmiech, gdy patrzy na poległych. Z pewnością nie wygląda to normalnie. Nieważne. Przerażający śmiech zagłusza wszystkie inne dźwięki. Niesie się echem po opustoszałych ulicach.
        Żyję.

Na powyższy rozdział musieliście już dłużej poczekać, mam nadzieję, że było warto. Niestety trójka pojawi się dopiero za około tydzień (?).
        Ogromnie dziękuję za wszystkie komentarze, są dla mnie wielką motywacją do dalszego tworzenia. :3

21 komentarzy:

  1. Warto było czekać. Ogólnie to jest ślicznie, smacznie i intrygująco. Jednak jak zwykle poza tym, że odbieram coś całościowo skupiam się na szczegółach. I tak, po kolei: "Ja również się im przypatruję. Na co liczę? Że zmieszane odwrócą wzrok?" - kocham. Wisienka na czubku przepysznego tortu. Opis zachowania bohaterki... Czytam i myślę sobie - kurcze, też bym chyba tak zrobiła. Tak więc możliwość utożsamiania się z bohaterem 1 klasa. Wrażenie po postrzale - znów mam sentyment. Kiedyś śniło mi się, że jestem postrzelona. Uważam to za jeden z moich najciekawszych snów. Odczuwałam to chyba mniej więcej tak samo, jak to opisałaś. Kto wie, może Tobie też się to śniło? A może nie musiało. W końcu masz wyobraźnię. Całość bardzo dynamiczna, ale również tajemnicza. I te perełki jak odliczanie... Dziękuję za to pyszne ciasteczko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewne następne części nie będę się pojawiać tak szybko jak do tej pory, ale na pewno przynajmniej raz na tydzień. Dziękuję bardzo za komentarz. Racja - Hideki dość łatwo dał przytemperować swój charakter, ale on "jeszcze pokaże" :). Mam nadzieję, że dzięki mojej dedykacji te parę osób, które czytają mojego bloga, zajrzą do Ciebie (i zostaną na dłużej).

    OdpowiedzUsuń
  3. :) A kiedy ja mam się spodziewać następnego rozdziały? Oczywiście nie musisz się śpieszyć (a nos rośnie), sama nie lubię czuć nad sobą wiszącą groźbę terminu. Tak orientacyjnie pytam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. 5-7 dni to tak akurat :D Ja przyznam, że mam już gotowy plan opowiadania jako całości, ale szczegóły, które będą łączyć poszczególne główne wydarzenia, wciąż są dla mnie nieznane. Czuję się trochę tak, jakbym tego nie pisała tylko odkrywała. I przez to ogromnie obawiam się utknięcia w martwym punkcie. Dlatego muszę przystopować. Czy też masz takie obawy, czy też już wiesz dokładnie, co pisać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku *.* pięknie piszesz... bardzo chciałabym tak umieć ;o Na prawdę masz talent! Pozdrawiam, Bunko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale to rozumie. Hm... Wolę nastawiać się pozytywnie, choć wiadomo - wątpliwości są. Ale część fabuły zawsze rozstrzyga się na bieżąco, przynajmniej u mnie. Nie da się z góry wszystkiego zaplanować, niestety... Oszczędziłoby to tych cichych obaw.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest... aż nie wiem co napisać... po prostu cudowne!
    Ta scena z dzieckiem... i w ogóle nastrój, który stworzyłaś, wszystko jest świetne!
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojojoj..boskie to masz ;)
    Zapraszam do mnie : http://zycie-to-nie-bajkax.blogspot.com/
    Chciałabym poznać Twoja opinie na temat ostatniego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaczyna się wprost genialnie! obserwuję i oczywiście nie mogę doczekać się trójki ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, tak wrzucaj! Ja chcę zobaczyć Twoje rysunki <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety nie oglądałam Igrzysk śmierci, więc nie wiem, czy podobni... Tak więc... Rozumiem, że powinnam teraz w paru słowach odnieść się do Twoich rysunków. Widzę, że próbowałaś mangi (próbuj dalej - oczka kawaii), ale to co mi się najbardziej podobało i o czym chcę mówić to obrazek pierwszy. On jest genialny! Wszystko w nim jest genialne. Od pomysłu po wykonanie. Każdy jego szczegół mi się podoba. Te zawiasy widoczne nawet w kosmyku włosów dziewczyny nadają takiego niesamowitego charakteru, który mnie trochę niepokoi. Może dlatego, że kojarzy mi się z bajką, a znowu one z czymś lekko psychodelicznym :) Czy mogę go sobie zapisać i spoglądać na niego czasem? Na tę intrygującą scenę?

    OdpowiedzUsuń
  12. I bardzo dziękuję. Dopiero teraz poczułam, że muszę poprawić warsztat :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy ja wiem, czy lepszy... Czarno-biała wersja wypada lepie. Jest taka bardzie minimalistyczna. Ja bym tam nawyżej dodał trochę granatu w jednym odcieniu, ale nie takie ciepłe kolory jak w oryginale :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, tak zgadzam się :D Właśnie jestem w trakcie pisania. Mam tak 1/3 posta (ok. 1 str. w wordzie), a jutro chciałabym dodać... chyba muszę dać sobie więcej czasu na publikację. Nie ma nic gorszego niż pośpiech. Hm... no dobrze, wiesz jak mi idzie. Teraz czas na Ciebie! Więc słucham? (czytam) Kiedy mam się spodziewać kolejnej porcji literackich rozkoszy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że często miewasz inspirujące sny :D Ja właśnie też miałam ostatnio urwanie głowy. Testy gimbusiarskie (tak oto zdradzam swój wiek) pokrzyżowały mi plany napisania tego posta szybciej :( No dobra, kiedy dodasz, wtedy dodasz. Nigdy nie chciałabym, żebyś poczuła z mojej strony jakikolwiek nacisk. Czekam zatem z cierpliwością. Miłego dnia :D

    OdpowiedzUsuń
  16. W końcu nie mamy zupełnie nic do stracenia :) Marząc, nie można przegrać. Jeśli nie uda nam się zrealizować naszych pragnień - będziemy w takie sytuacji jak teraz - wyjdziemy na zero. Lecz jeśli się uda... ! Nawet nie potrafię o tym myśleć!

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, że nasze marzenia się spełnią. Poznałam już część Twoich zdolności, choć czuję, że mi jeszcze sporo pokażesz. Myślę, że tak rodzą się pisarze. W internecie są tysiące blogów z opowiadaniami, czasem ciężko znaleźć to, które do nas trafia (mi się udało). Na książkę chyba łatwiej trafić :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Choć czasem i z książką jest trudno. Wierzę, że zostały napisane takie książki, które idealnie trafiłyby w moją mentalność, gdybym tylko je odkryła. Jestem ciekawa, ile takich książek jest przede mną ukrytych :D I jestem też ciekawa, czy są osoby, które idealnie pasują swoim charakterem i upodobaniami do mojego opowiadania... Chyba już parę takich osób znalazłam :D

    OdpowiedzUsuń
  19. No zgadnij kogo :P. Oczywiście tylko tak przypuszczam. Nie mogę mieć pewności, czy moje opowiadanie rzeczywiście tak przypadło Ci do gustu :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.