poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 1, cz.1

- Naprawdę, to żaden problem.
- Dziękuję, ale już pojadę - odpowiadam rodzicom Lily. Nie chcę zostać dłużej w tym domu, pewnie znów będą płakać. Jak w każdą rocznicę. Czego mam oczekiwać? Że to wszystko z biegiem czasu przestanie ich obchodzić? To byłoby okropne. Wiem, że nigdy tego nie zrobią. Ja też.


        Żegnam się z nimi i wsiadam do samochodu. Przynajmniej mogę dać im chwilę spokoju. To mało, ale z pewnością jest im potrzebna. 
       Czasem zastanawiam się, jakby wyglądałoby teraz moje życie, gdybym nigdy nie poznała Lily. Pewnie byłabym pusta, przyjaciółka otworzyła mi oczy. Przy niej zmieniłam swój sposób myślenia, stałam się lepszym człowiekiem. Nikt nie wie, że piszę do niej listy. Wyśmialiby mnie. Dzisiaj też to zrobiłam. Rozgrzebałam palcami ziemię i włożyłam tam kopertę. 
       Gdy to robię czuję się tak, jakbym z nią rozmawiała. Oczywiście nigdy nie odpowiada, ale zawsze moje listy znikają. Może to szaleństwo, ale wierzę, że to ona je zabiera. I że chociaż nie może na nie odpowiedzieć, pomaga mi.
     Lily mieszkała blisko mnie, ale po jej śmierci państwo Montais przeprowadzili się, na szczęście niedaleko. Za dwie godziny powinnam być w domu.
      Nie potrafię skupić się na drodze. Przed oczami wciąż pojawia się mi twarz Lily. Można by pomyśleć, że w ciągu trzech lat obraz tej dziewczyny zatrze się w mojej pamięci. Nie mam żadnego jej zdjęcia, ale chyba właśnie dzięki temu tak dobrze ją pamiętam. 
      Była starsza ode mnie. Szalona. Fioletowe włosy miały dziwny, wyjątkowy odcień, którego wcześniej nie widziałam. Nigdy nie mogłabym powiedzieć, że traktuję ją jak siostrę. Była dla mnie kimś jeszcze ważniejszym. Nie - ona jest dla mnie kimś jeszcze ważniejszym.
       Lily nie miała wiele czasu, by poznać życie, ale każdą minutę wykorzystała najlepiej, jak potrafiła. Nie przejmowała się swoją chorobą, zdawało się, że nawet jej nie odczuwa, choć z pewnością czuła ból. Nie przyznawała się jednak do tego. 
      Czemu musiała go poznać? Może gdyby nie on, jeszcze by żyła? Wciągnął ją w to wszystko - narkotyki, alkohol, inny świat. Zakazali jej się z nim spotykać. Chyba to właśnie powoli ją zabijało.
       Byłyśmy całkowicie inne od siebie. 
     Moje życie jest... ciekawe, chyba aż za bardzo. W nocy, piętnastego sierpnia, czternaście lat temu, znaleziono mnie pod drzwiami sierocińca. Przyjęli ten dzień, jako datę moich urodzin. Wyglądałam okropnie - czarnowłosa, na oko pięciolatka, w pobrudzonych szmatach. 'Wyglądałaś jak śmierć' - przypominam sobie słowa pracowników, którzy wykazali się niesamowitą kreatywnością przy wyborze mojego imienia - Leila, czarnowłosa piękność.
   Dwa lata później zaopiekowała się mną rodzina Lacey'ów. Nie miałam powodów, by narzekać. Przynajmniej tak wszyscy twierdzili. Co z tego, że nie wiedziałam, kim jestem? Nie mam o tym pojęcia do tej pory.
       Moje myśli znów kręcą się wokół Lily. 'Nie pozwól, by to cię zmieniło' - powiedziała. 'Co?' - spytałam wtedy przez łzy. Nie odpowiedziała. Co miało mnie zmienić? Życie? Jej śmierć? Niepotrzebnie to mówiła. To wszystko i tak się stało, niezależnie od jej słów.
     Po godzinie jazdy mój samochód zatrzymuje się na zatłoczonej ulicy. O dziwo, nie tylko on stoi w miejscu, wszystkie auta również. 
- No, zapal! - błagam. Stary grat mnie nie słucha. Świetnie. Postanawiam, że zobaczę, co się stało innym kierowcom, spróbuję znów odpalić samochód, a jeśli mi się nie uda, poszukam w tym mieście noclegu. 
       Wysiadam i zatrzaskuję drzwiczki. Przynajmniej mam wreszcie jakiś powód, by kupić nowy samochód. To dobrze, że mogę jeszcze zauważać jakieś plusy tej sytuacji. 
       Obok pobliskiej ciężarówki leży jakaś słabo widoczna postać. Jest ciemno jak diabli, nie mogę nawet określić, czy to mężczyzna czy kobieta.
        Podchodzę do nieruchomej osoby i pochylam się nad nią. 
- Słyszysz mnie? - pytam.
        Teraz zauważam, że to dziecko, leżące na brzuchu. Nie odpowiada. Z łatwością je podnoszę i kładę na plecach. Dopiero teraz widzę wielką, ciemną plamę na wątłym ciele. Czyżby...? Później moje przeczucia się potwierdzają.
        Nie żyje. Patrzę na nie przerażona. Nie spodziewałam się, że zobaczę dziś coś takiego.
        Nagle słyszę krzyki i błagania, dobiegające z niedaleka.

11 komentarzy:

  1. Powiało grozą... tak pod koniec. Ślicznie się zaczyna :) W wysyłaniu listów do zmarłej przyjaciółki jest coś ujmującego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli piszesz to szczerze, to jestem wniebowzięta, gdyż miałam wielkie obawy o samą tematykę i przede wszystkim pierwszą część... wyszła ona trochę sztywno. Pozdrawiam i z (nie)cierpliwością czekam na kolejny rozdział. Widzę, że masz niezłe zacięcie i pewnie nie każesz mi długo czekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy, taki mroczny. :) ale mi się podoba. Współczuję bohaterce utraty przyjaciółki.
    Ciekawy pomysł z tym pisaniem do niej listów. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Oficjalnie zostałaś moim motywatorem :D. Kiedy dostaję takie komentarze, chce mi się płakać i skakać ze szczęścia (i co tu wybrać?). Widzę, że masz wrażliwą duszę i świetnie odczytujesz, to co staram się przekazać. Dodaję Cię do mojej Grupy AA (Anonimowi Artyści) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwww... kolejne świetne opowiadanie! *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale w ogóle nie miałam dostępu do komputera przez tą szkołę -.-
    A więc rozdział cudowny ! Dużo przemyśleń, pomysł z listami do zmarłej przyjaciółki jest nieziemski *-* No i to zakończenie z tym zmarłym dzieckiem ! To jest super, pewnie teraz będzie miała jakieś kłopoty i akcja się rozwinie :D
    No i już nie mogę się doczekać aż poznam tego chłopaka co jest w bohaterach !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo spodobał mi się ten blog. Fabuła jest taka inna, i bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe. Masz lekki sposób pisania, więc bardzo łatwo się to czyta. Powodzenia! ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.