niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 2

- Uważam, że przydałaby ci się pomoc specjalisty. Po tym wszystkim, co przeszłaś... Więc może jednak? - pyta po raz kolejny kobieta.
        Przewracam oczami. Ile razy można zadawać to samo pytanie? Może i przydałaby mi się pomoc, ale nie jestem słaba, wiem że sobie poradzę. 
- Nie, dziękuję. Do widzenia - przerywam rozmowę.

        Zaskakuje mnie to, że mój głos brzmi normalnie. Zazwyczaj po tak długim płaczu mam chrypę, a on wciąż się załamuje. To dobrze, że tym razem jest inaczej. To dobrze, że ta kobieta nie zdecydowała się osobiście przyjść do mojego domu. Pewnie od razu zadzwoniłaby do jakiegoś psychologa i nie byłoby w tym nic dziwnego. Nie wyglądam dobrze. Moje czarne włosy już od paru dni nie widziały szczotki, a podpuchnięte oczy od razu zdradzają prawdę o płaczu i nieprzespanych nocach.
         Oby dziś udało mi się zasnąć. 
     Zadręczanie się wspomnieniami z tamtego wieczoru mi nie pomoże. Nie mogę zrobić nic, by zmienić prawdę. Nie mogę. Pewnie nigdy nie znikną z mojej głowy. Obrazy. Przerażające liczby. Jedenaście martwych, dwóch żywych.
       'Zawsze możesz na nas liczyć. Przyjedź, gdy tylko będziesz czegoś potrzebowała' - przypominam sobie słowa państwa Montais. A czy właśnie teraz nie potrzebuję pomocy? Że też wcześniej o tym nie pomyślałam.
       Pośpiesznie opłukuję twarz i rozczesuję włosy. Nie marnuję czasu - spędzam te parę minut wypowiadając w myślach tekst, który nauczyć się miałam na pierwszą próbę nowego spektaklu teatralnego. Nie byłam już na paru spotkaniach i nie odbierałam telefonów. Pewnie Mike mnie zabije. A Grace mu, rzecz jasna, pomoże. Tak cieszą się z każdego, choćby najmniejszego, sukcesu! Grzechem byłoby im tę radość odebrać. Uśmiecham się złośliwie i wyciągam z kieszeni komórkę.
        " "Czy to krwawe słońce jest przepowiednią
         zagłady, która nas czeka?
       Każda krew przelana to ogromna strata'' - Mike, możesz wyjaśnić mi, co to ma znaczyć? Naprawdę pozwolili to wystawić, czy może nasza kochana mała wariatka ich do tego zmusiła? :)" - wysyłam wiadomość.
        Nie muszę długo czekać na odpowiedź.
"Boże, Leila, zabiję cię! Jak mogłaś się tak długo nie odzywać?"
        Mogliście tu przyjechać, przebiega mi przez myśl. Mogliście tu być.
      Nie odpisuję. Nie będę robić im wyrzutów - tym bardziej, że nie mam o co. Nie mogę wymagać od nich cudów. To tylko ludzie.
    Przywołuję kolejny fałszywy uśmiech i wsiadam do samochodu. Ludzie giną, umierają - to codzienność. Ale przecież trzeba iść dalej i robić swoje, prawda?
        Droga mija mi szybko, choć wybrałam dłuższą trasę, nie chcąc przejeżdżać po raz kolejny przez to okropne miasteczko. Wkrótce zatrzymuję się przed sporym, ładnym domem. Byłam tu już wiele razy, ale nigdy jeszcze nie rozglądałam się w okolicy. Wolałam przesiadywać w małym pokoiku na górze, gdzie urządzona jest sypialnia. Specjalnie dla mnie.
         W zasadzie słabo pamiętam chwile spędzone w tym budynku, mimo iż byłam tu zaledwie dwa tygodnie temu. Ale co tu pamiętać? Białe, czyste ściany, ciężkie, drewniane meble, wielkie obrazy - takie, jak w setkach innych mieszkań? Takich rzeczy nie warto zatrzymywać w pamięci.
          Otwieram drzwi, jak zwykle niezamknięte. Zawsze stały otworem dla każdego. Na nic rozmowy o bezpieczeństwie - Montaisowie zdawali się nie znać kluczy i zamków. Zwyczaj, którego nie można się pozbyć.
            W przedpokoju nie zastaję nikogo. Nie dziwi mnie to jednak - ulubionym pokojem małżeństwa jest salon, więc pewnie tam teraz przebywają.
            I rzeczywiście - tam też siedzą, na czerwonych fotelach. Słowa powitania zamierają mi na ustach.
            Nie.
            Odcięte kończyny. Pocięte dłonie. Martwe ciała.
- Nie, nie, nie! - powtarzam te słowa jak mantrę. Układają się w nową, wcześniej nieznaną modlitwę. Upadam na kolana i doczołguję się do foteli. Głos zachrypł mi od powtarzania tych samych wyrazów. Nieważne. To nie ma znaczenia.
           Są martwi. Ja jestem martwa.
           To nie ma sensu. To tylko chory sen. Łkam bezgłośnie.
         To głupie. Oni żyją. Śmiali się, gdy wraz z Lily plotłyśmy warkoczyki, płakali wraz ze mną przy jej grobie. Byli, są i będą. Zawsze, stale. Do końca.
           Nagle zauważam małą kartkę papieru, zgiętą na pół. Wygląda jak jeden z liścików, które dzieci wysyłają do kolegów w szkole. Podnoszę ją i zaczynam czytać. Starannie wykaligrafowane litery dopiero po chwili nabierają odpowiednich kształtów, wcześniej otoczone dziwną poświatą, pochodzącą pewnie od mojego zamglonego spojrzenia.

"Witaj Leilo,
ostatnim razem chyba zapomniałem się przywitać, więc robię to teraz. Podoba Ci się moja niespodzianka? Raczej tak, bo - jak widzisz - bardzo się starałem. Do zobaczenia następnym razem."

Władca śmierci. Papier delikatnie ląduje na tafli ciemnej krwi.
Koniec. Rozmoknięte kawałki zaczynają tonąć.
Krzyk. Kogo? Mój? Nie, ten wrzask brzmi nieludzko. Czy wciąż jestem człowiekiem?
Nawet po największym bólu następuje ukojenie? Nie, nie, nie!
Kłamstwa. Nic nieznaczące słowa. Po co wierzyć w lepsze, nieistniejące jutro?
Nicość. Pustka. Umieram?

Rozdział 3 -  939 słów

Ten oto rozdział dedykuję pewnej ciekawej osobie i świetnej blogerce. Tak, Kyra, to dla Ciebie. Dziękuję Ci za niezwykle motywujące komentarze i za to, że nie zmuszasz mnie do zbyt długiego oczekiwania na kolejne części Twojego opowiadania.Wszystkich zapraszam do kliknięcia tutaj, bo naprawdę warto zapoznać się z "Podświatem". :)

Tak wiem - akapity żyją i rozbiegają się na wszystkie cztery strony świata. Przepraszam, mam nadzieję, że w następnym rozdziale uda mi się to jakoś ogarnąć.
Wszystko niewyjaśnione wyjaśni się w następnych rozdziałach. :D I jeszcze pytanie do Was - warto było czekać na trójkę? Nie jestem z niej zbyt zadowolona, ale rzadko podoba mi się jakiś własny twór. Wydaje mi się, że ten list... Tak jakby powiało kiczem. O, końcówka mi się chociaż podoba. A początek jest... Przepraszam, już więcej nie będę rozpisywać się pod rozdziałem.

15 komentarzy:

  1. Oj, warto było, warto ^_^
    Chociaż coraz bardziej mnie przerażasz o.O
    List jest w porządku, a końcówka genialna, normalnie aż nie wiem jak to skomentować...
    Świetne jak zawsze, pisz szybko kolejny rozdział, bo już się doczekać nie mogę ;>
    Pozdrawiam i życzę duuuuużoooo weny ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz będzie ciężko. Postaram się ująć jak najwięcej, ale wszystkiego i tak nie zdałam wyrazić. Może chronologicznie:
    -Czytam początek. Czuję podekscytowanie nowym rozdziałem. Oczekiwanie tylko podsycało moją ciekawość. Jak zawsze podoba mi się narracja.
    - Bohaterka próbuje wrócić do normalnego życia. Po ostatnich dramatycznych wydarzeniach jestem nastawiona na rozdział spokojny, podsumowujacy, pełen przemyśleń. I taki on się z początku zdaje. Mam nadzieję, że piekło bahaterki się skończy.
    - Ale ono dopiero się zaczyna! Zabiłaś dziś psychicznie nie tylko bohaterkę - mnie również! Nie odpuszczasz nam tak łatwo. Akcja przyspiesza, nie tego się spodziewałam. Czytając list mordercy poczułam napływajace do oczu łzy...
    -Ale Ty nawet moim łzom nie dajesz szansy! Czytam dedykację i nie mogę powstrzymać uśmiechu. Cały ciężar opowiadania, bo jest ono cieżkie dla osób ktore lubią się szybko identyfikowac z bohaterami, zostaje laskawie zdjęty zmoich barków.
    Doprowadziłaś mnie dziś do skrajnych uczuć i dzięki Ci za to. To się chyba nazywa katharsis

    OdpowiedzUsuń

  3. Widzisz ja też byłam zaskoczona własną reakcją. Leila wchodzi do pokoju. Zdanie ,,i rzeczwiście siedzą tam'' czy coś takiego zapowiada tragedię. Ja juz wtedy wiedziałam, że Leila zobaczy tam coś strasznego i znapewne ona też to czuła - kroki zbliżajacego się nieszczęścia. Nie potrafię sobie wyobrazić tego ciosu, tego bólu, który nie pozwala oddychać i płakać. Dobrze, że swoim opisem mi w tym pomogłaś. Nie mogłam się nie wzruszyć. Nie to nie było wzruszenie, to był przytłaczający tragizm. Po nim nastąpiło to niesamowite zaitrygowanie listem. Świetny chwyt, profesjonalny. Znów się rozpisuję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj! Trafiłam na Twój blog przypadkiem, klikając na profile bloggerów. Zdjęcie na szablonie mnie zaciekawiło, więc postanowiłam przeczytać prolog i trzy rozdziały. Nie była to długa lektura, a szkoda, bo w sumie całkiem ciekawie piszesz.
    Zanim zapomnę - na akapity polecam poradnik na tajemniczy--ogrod.blogspot.com :).
    Blog, opowiadanie jest... dla mnie na razie trochę niezrozumiałe. Może przez narracje, a może przez to, że mam wrażenie, że bohaterka ciągle biegnie. Strasznie szybko wszystko się dzieje. Tu strzał, tu postrzał, tu martwe ciała, nie wiem, co, gdzie, kiedy. Brakuje mi opisów. Wiem, że ta narracja nie sprzyja opisom takim bardzo dokładnym, otoczenie etc. ale no, brakuje mi tego.
    Długość notek również mogłaby być... większa :D. Lubię czytać ciekawe rozdziały, a Twoje urywają się za szybko.
    Co kolejne... zastanawia mnie Lily, jej śmierć. Przykre, że została narkomanką (tak wywnioskowałam) no i zmarła. Jej rodzice dla Leili są naprawdę sympatyczni. No i sama Leila. Chciałabym ją bliżej poznać, bo na razie mam jedno skojarzenie - chaos.
    Ogólnie opowiadanie wydaje się ciekawe, ale nie spiesz się tak :).

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    http://bezimienne-dziecko.blogspot.com
    Całuski

    OdpowiedzUsuń
  5. Informuję, że przyjęłam Cię do swojej kolejki na OO :)
    Zafascynowały mnie już kategorie, do których zakwalifikowałaś swoje opowiadanie. Jesteś trzecia w kolejce, nie mogę się doczekać oceny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobrze. Wyjawię Ci mniej więcej przesłanie, gdyż pewnie sama doszłaś do podobnych wniosków. Robię to tutaj, żeby nie psuć zabawy innym :p struna to ja - to nie jest jakies wielkie odkrycie. Krytyczne palce, które mną szarpią to wszystkie słowa opinii, jakie slyszę lub czytam. Te pozytywne i negatywne. Muzyka jest natomiast wszystkim tym, co tworzę. Bierze się z tej niepewności - drgań. Gdybym była pewna swojego warsztatu, na pewno nie miałabym takiej motywacji. Jak widzisz, ubrałam w słowa moje ostatnie uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie ! Oby tak dalej :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem co mam napisać. język mi dęba stanął. Piękny, przepiękny rozdział, chociaż straszny, ale lubię czasem też poczytać z takich typów książek, jak to ^^ dziękuje Ci za napisanie tego rozdziału, świetna robota. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Spodziewałam się po Tobie trafne interpretacji :) Na jakimś portalu literackim stwierdzili, że to erokyt. Jak mu się bliżej przyjrzałam, to rzeczywiście tak to brzmi. Ale to dobrze, jest wielopoziomowy :D Dziękuję za komentarz. Nie napiszę "czekam na nowy rozdział, bo sama nie zaczęłam jeszcze następnego, ale ciiii... Ty nic nie wiesz. Mam jeszcze cały dzień, no prawie cały :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś u mnie na Ciebie czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ;)
    A w jakim momencie bohaterka Cię zirytowała? żebym wiedziała, czego mam unikać ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. //// odpowiedź do komentarza u mnie - Prostuję --> zamykam mojego bloga, bo mało kto to czytał, a z drugiej strony napisałam już dość dużo, więc chcę to skończyć i wysłać do pewnego wydawnictwa ;D jeśli chcesz, to mogę wysłać Ci nową wersję całości, podaj tylko adres ;D /// sorki, że nie na temat ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *nie na temat Twojego posta z rozdziałem oczywiście (żeby nie było niejasności);D

      Usuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.